Poległam. Znów na tym samym. Otwarłam rozdział mojego życia, który już dawno powinien być zamknięty na klucz, a ten ostatni wyrzucony głęboko w ocean. Ocean którego tutaj nie ma. No właśnie, nie ma oceanu więc klucz jest i cały czas będzie. Będę wracać ciągle do tego momentu w moim życiu który mi przyniósł tak wiele łez ale też tak wiele radości i szczęścia, mimo tego, że wmawiam sobie, że nie chce wracać. Będę się ciągle ranić i łudzić wiedząc że to i tak nie ma najmniejszego sensu. To głupie z mojej strony. Nie potrafię iść dalej. Chcę iść dalej, ale pragnę również aby on miał swoje miejsce w mojej przyszłości.
Czy to możliwe, że on nie ma uczuć i aż tak krótką pamięć? Może to przez kobietę, przecież ją naprawdę kochał, a ona zraniła go tak bardzo, że nie potrafi rozmawiać i zamknął się w sobie. Ale czy mężczyzna może zamknąć się w sobie i przez to stracić umiejętność rozmawiania o swoich uczuciach? Nie on, przecież on nie jest w ogóle takim typem faceta. Może po prostu kumuluje to w sobie bo nie ma się komu wygadać, a tak naprawdę potrzebuje takiej szczerej rozmowy z kimś, z kobietą. Może kiedy mnie zobaczy i przypomni sobie, że mi może powiedzieć wszystko w końcu to z siebie wydusi? Unika mnie bo wstydzi się tego? Przecież już w nie takich wstydliwych sytuacjach byłam przy nim. Czy nie może być tak jak było kiedyś? Skąd ta obojętność? Ta niechęć? Nasze spontaniczne spotkania, zwierzanie się sobie i spacerowanie podczas deszczu. Tajemnice. Sekrety. Czemu mi tak cholernie tego wszystkiego brakuje a jemu nie? Najbardziej uparty facet jakiego znam.
Powinni mi zabierać telefon na noc. Bo w nocy najbardziej tęsknię. Wiadomości które się wysyła w nocy są najbardziej prawdziwe, najbardziej ranią i dają do myślenia. Czasami nawet odczuwam strach gdy je wysyłam, a to sprawia, że potem mam wyrzuty sumienia i nie śpię całą noc.
Czy to chodzi o tego, którego mi pokazywałaś fotografie? Ja też w nocy niestety jak tęsknię lubię od czasu do czasu napisać coś szczerze, z głębi serca. Jak tam przygotowania do wtorku?
OdpowiedzUsuńSzykuję. Właśnie to jest ten stres.
OdpowiedzUsuńOceanu nie ma, ale jest jeszcze morze ;)
OdpowiedzUsuńOch:( Jest mi naprawdę przykro, że wyszło jak wyszło. Znam ten ból, bo kilka miesięcy temu sama w tym siedziałam. Jednak, nasz (mój i T) przypadek pokazuje, że życie czasami mocno zaskakuje:) Trzymam kciuki, żeby się poukładało.
OdpowiedzUsuńNo i kiedy, moja panno, przyjeżdżasz do Warszawy?:)
Z B. samoistnie ucichło. Oczywiście, T. się do tego przyczynił... aleeeee ciiiichutko, zapomnijmy o tym:D
Trzymaj się:*