czwartek, 30 sierpnia 2012

Little girls cry. Big girls say fuck.


Jeden wielki ścisk w środku. 
On. Zapomniał o mnie. Dostałam smsa w południe, że miał dużo załatwień (skąd ja pamiętam te wymówki), przepraszał znów tysiąc razy i proponował kolejne spotkanie. Tym razem to ja zastanawiam się: jest sens? Znów zakończy się to jak dziś? Dziś i za każdym innym razem kiedy to on bezskutecznie próbował coś zorganizować...
Wstałam rano, pojechałam do szkoły powspierać troszkę moją kochaną klasę w egzaminach poprawkowych. Stres na sali panował taki, że ja sama zaczęłam się stresować nie wiadomo dlaczego. Na szczęście wszystko skończyło się nie najgorzej, odpadły mi z klasy tylko dwie osoby. Tylko, albo aż...
W minimalnie zmienionym składzie zaczynamy nowy rok, ostatni. Ten który najbardziej i najdłużej zapamiętamy :)

Buziaki, E

środa, 29 sierpnia 2012

Waiting for you is like waiting for nothing.

Nadal nic. Ale czekam i będę czekać do końca. Muszę coś napisać bo zwariuję. Cenię sobie u ludzi słowność. Powinien wiedzieć, już troche mnie zna.
Zmieniłam wygląd bloga. Już u kilku osób widziałam coś takiego skromnego i strasznie mi się to spodobało. Oczywiście wszystko u innych bardziej się podoba i choćbym nie wiadomo co wymodziła mój wygląd bloga nigdy nie będzie wystarczająco dobry, ale na razie taki zostanie. 
Wrocław pochłonął mnie całkowicie, na tyle, że zapomniałam o szkole i tym, że w sobotę mam wesele. Świetnie! W tej chwili nie mam na nic bardziej ochoty niż na jakieś durne wesele. Co mi w głowie siedziało, że zgodziłam się w ogóle na taki układ. 
Żyje jutrem jak na razie. Chcę się z nim spotkać. Nadzieja umiera ostatnia.


Trzymajcie się... mocniej niż ja.
E

Słońce i tak musi wyjść po burzy.


Nie chcesz dzielić ze mną życia, nie mamy podobnych snów. 
Brakuje mi już sił, przez Ciebie wyglądam marnie. 
Wiem, chcieliśmy dobrze lecz zbliżamy się do końca.


Stres, stres, stres. Dzisiejszy dzień będzie jednym wielkim stresem. Nie lubię czekać na coś na co ktoś każe mi czekać. W tym przypadku jednak trzeba się uzbroić mocno w cierpliwość. Bo na takich ludzi jak On można tylko czekać. Nie wiem czy powinnam mu teraz zaufać skoro tyle razy mnie zawodził, ale chyba każdy zasługuje na drugą szansę. Oby jej nie zmarnował.
Jestem jednym, wielkim kłębkiem nerwów. 

sobota, 25 sierpnia 2012

Wrocławski INSTAMIX

Ostatni dzień.  Dziś wieczorem wsiadamy w autobus i wracamy do domu :<
Nie chcę tracić czasu, chcę wykorzystać jak najlepiej ostatnie chwile tutaj więc zostawiam was z takim mixem zdjęć z ostatnich dni.


Buziaki, E

środa, 22 sierpnia 2012

Hello Breslavia!

Jestem we Wrocławiu. Podróż była bardziej męcząca niż to sobie wyobrażałam, ale już tu jesteśmy i to jest najważniejsze. 
Ogólne pierwsze wrażenie pozytywne oprócz tego, że z samego rana zebrały się chmury i okropna burza. Mimo tego wybrałyśmy się na miasto i czym prędzej ukryłyśmy w pobliskiej galerii. Od słowa do słowa wylądowałyśmy w restauracji sushi. Muszę przyznać, że było całkiem smacznie. Ostatni raz jadłam sushi  jeszcze kilka lat temu we Włoszech i odkąd pamiętam kuchnia japońska mnie fascynowała :)


Teraz przyszłyśmy odpocząć do domu i przebrać się, bo nagle niebo się rozjaśniło i zrobiło bardzo gorąco, a potem dalej wyruszamy na miasto. Postaram się na bieżąco opowiadać co tutaj robię i jak spędzam czas ;)
Buziaki, E

wtorek, 21 sierpnia 2012

Ready to go!

Znalazłam jeszcze chwilkę czasu między pakowaniem i ostatnimi przygotowaniami do wyjazdu i postanowiłam tutaj zajrzeć.
Wracam w sobotę. Nie mam pojęcia czy we Wrocławiu będę miała dostęp do internetu ale postaram się coś napisać i wstawić jakieś zdjęcia, jeśli tylko będzie to możliwe.
Czeka mnie sześciogodzinna podróż, nie lubię tłuc się autobusami ale na szczęście będę w miłym towarzystwie. Już jutro rano będę śmigać po Wrocławskim rynku. Mmmm, nie mogę się doczekać!


Mina Mily kiedy się pakowałam... bezcenna :)
Mam nadzieję, że wasza końcówka wakacji będzie tak samo udana jak moja.
Buziaki, E

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Ti rivelerai quando non lo vorrò più.

Trzeci post dzisiaj. Sama się sobie dziwie. Zaplanowany był na jutro ale siostra mnie męczy bo nie ma co czytać i kazała poprosić moich czytelników o jakieś fajne blogi do polecenia, także w jej imieniu ładnie proszę w komentarzach wstawiać linki waszych ulubionych blogów :)

Wracając do posta... nie wiem czy kiedyś o tym wspominałam ale myślę, że to najwyższy czas aby odchylić rąbek mojej przeszłości.
Jako dziecko rodzice zabrali mnie do Włoch. Mieszkałam tam sześć lat. Całe dzieciństwo tam spędziłam: podstawówka, gimnazjum praktycznie najlepszy okres mojego życia. Jestem w Polsce już od trzech i od czasu do czasu wspominam sobie tamte czasu słuchając miedzy innymi włoskiej muzyki. Często śledzę nowości muzyczne bo większość mojego czasu tam pochłaniała właśnie muzyka, koncerty i próby grania na różnych instrumentach.
Podzielę się dziś z wami pewną piosenką która ostatnio wpadła mi w ucho. Dlaczego to robię? W teledysku znajduje się nawet urywek polski :)

Być może pewnego dnia wszechświat spełni moją prośbę i zbliży nas znów do siebie.


W razie jakby ktoś przegapił i nie zauważył, chodziło o to ;)
Tekst i tłumaczenie - tutaj.
Może nie wszystkim przypadnie do gustu ten kawałek, sama nie słucham takiej muzyki ale muszę przyznać, że lubię takie klimatyczne piosenki, a Tiziano właśnie taką muzykę oferuje.
Buziaki, E

Please please please... let me get what I want this time.

Pamiętajcie, jeśli w coś bardzo wierzycie, to coś się spełni.
Przeleżałam z Olą prawie każdy wieczór tego lata u mnie w ogródku wpatrując się w niebo, czekając na spadające gwiazdy. Widziałyśmy ich dużo, bardzo dużo. Nie wiedziałam, że to takie niesamowite zjawisko. Za każdym razem wypowiadałam to samo życzenie. Nie wiedziałam czy to wzmocni, przyspieszy jego spełnienie... przyznam, czasem miałam wątpliwości, śmiałam się z tego ale nigdy nie przestałam wierzyć.
To dość głupie, dziecinne, też tak myślałam ale po tym jak się wczoraj spełniło, uwierzyłam.
Spotkałam go. Tym razem to on mnie zawołał kiedy przeszłam obojętnie, to on mnie przepraszał. Kolana mi się ugięły, spodziewałam się spotkać wszystkich tylko nie jego. Przecież wyjechał.
Nie wiedziałam co powiedzieć, nie lubię kiedy ktoś mnie tak zaskakuje, miło zaskakuje. Inny człowiek którego nie znam, tak mi się bynajmniej w pierwszej chwili wydawało...
Nie będę udawać, że to na mnie nie zadziałało, że mi go nie brakowało, że nie tęskniłam. Gdyby czytał mi w myślach i zobaczył ile miejsca tam zajmuje, a raczej wtedy zajmował, to by się przestraszył. Ból mija, kiedy nauczymy się go znosić. Teraz rozgrzebał rany które pomału zaczęłam sklejać i sprawił, że są jeszcze większe. Z drugiej strony sprawił, że moje wewnętrzne szczęście powróciło. Czuję jak by wszystko powracało do początkowego stanu, kiedy wydawało się, że jest idealnie ale nie mogę się oszukiwać, już tak idealnie nie będzie. Jest ona.

 Pozdrawiam, E

Set it free. Let it go.


Przyznam szczerze, że mimo tego, że słońce i letni gorący klimat powrócił zaczynam coraz bardziej myśleć o szkole. Wygrzebałam notatki z historii i powtarzam sobie, bo nasza kochana Pani już pod koniec roku zapowiedziała na wrzesień sprawdzian. Chcę wypaść jak najlepiej już od samego początku. To ostatni rok, świadectwo klasy maturalnej musi wyglądać jak najlepiej :)
Ostatnie wolne dni wykorzystuje też na porządki, na które na pewno już nie będę miała tyle czasu. Oprócz tego korzystam ze słońca żeby nabrać kolorków. 
W te dni, że tak powiem poświęcam swój czas domowym sprawom i przygotowuję się do tego wyjazdu o którym wam wspomniałam wcześniej. Cieszę się, że nadarzyła mi się taka okazja której nie mogę zmarnować bo nie przypuszczałam, że gdzieś się wybiorę tego lata.
Zostawiam was z kilkoma wakacyjnymi klatkami :)


Buziaki, E

niedziela, 19 sierpnia 2012

The greatest pleasure in life is doing what people say you cannot do.


Naładowana mega pozytywną energią nie mogę się już doczekać wyjazdu. Teraz kiedy jest to już pewne na 99% że jadę mogę się pochwalić. 
Wrocław. Tyle razy już planowałam się tam wybrać a teraz w najmniej oczekiwanym momencie nadarzyła się okazja. No i teraz panika. Mam trzy dni. Jak je najlepiej wykorzystać? Co przede wszystkim zobaczyć? 
Na pewno zawitam do Ogrodu Japońskiego, ale czy skuszę się na Zoo nie wiem. Nigdy mnie jakoś zbytnio tam nie pociągało. Na pewno nie przejdę obojętnie obok krasnoludków, są słodkie!
Co polecacie mi zobaczyć? Gdzie zjeść? Jakich sklepów nie przegapić? Chętnie zasugeruje się waszymi radami :)


Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła się podzielić z Wami moim zdjęciami z Wrocławia.
Buziaki, E

sobota, 18 sierpnia 2012

Sarcasm: just one of the many services I offer.


Chciałam zmienić link do mojego bloga ale... stwierdziłam, że to nic nie da. Mam go od niedawna i muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie miałam tyle zapału, ile mam teraz. Ale po co mi blog skoro każdy o nim wie i nie mogę tu pisać wszystkiego co mi się na język nawinie?! Każdy? Wystarczy, że dowiedziała się o nim jedna osoba a mogę tylko przypuszczać i czekać aż będzie go czytać reszta. Wścibskość ludzka nie zna granic.
Także zmiana adresu nic nie da, muszę się po prostu z tym pogodzić. Nie miałam zamiaru nikomu mówić, nie lubię gdy ktoś kto mnie zna, czyta to co piszę, nie jestem wtedy dość swobodna i czuję, że muszę kontrolować każde słowo które mi przyjdzie na myśl. Ale ile można to ukrywać? W sumie nie ma co ukrywać ale chwalić się też nie. No bo po co zakładamy blogi? Przede wszystkim po to aby uciec od rzeczywistości, wylać gdzieś to co w głowie siedzi czy wykreować sobie swój własny, idealny świat z dala od tego prawdziwego, toksycznego który nas otacza.


Śmiechowe zdjęcia na tak zwanego głupa robione podczas oglądania gwiazd z Oleńką. Ostatnio stało się to naszym ulubionym zajęciem. Polecam, bo jak już się doczeka tą spadającą to zatyka dech w piersiach. Stwierdziłyśmy jednak, że musimy sobie zrobić kilkudniową przerwę, bo chyba już wyczerpałyśmy limit i nie chcą nam spadać hahaha.
Dobranoc, E

piątek, 17 sierpnia 2012

I'm the biggest nerd. With the prettiest face.


Minuty, godziny, dni mijają. Czasu coraz mniej. Wakacji coraz mniej. Czas zleciał nawet nie wiem kiedy. Tyle rzeczy chciałam zrobić, tyle miejsc chciałam odwiedzić a spędziłam te wakacje tutaj, w jednym miejscu, z tymi samymi osobami. Niczego nie żałuję i wykorzystuje, wyciskam co najlepsze z tych ostatnich chwil, najpiękniejszego okresu w moim życiu. W końcu to ostatnie miesiące beztroskiego "dzieciństwa". Niedługo wkroczę w próg dorosłego życia, chociaż muszę przyznać czuję jakbym już od dawna w nim była.


Pozdrawiam, E

czwartek, 16 sierpnia 2012

Brak mi Twego widoku. Nieodporny mam rozum.

Twój oddech to mój tlen który we mnie ma swe lokum.




wtorek, 14 sierpnia 2012

We used to share the same love for grey.

Need to curse to talk about you. Need you less than I felt I would. What have you done to make the light go away?

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Shake it like a polaroid picture.


Niedzielny spacer z babcią - czyli podążamy ścieżką wspomnień z dzieciństwa.
Tak właśnie wczoraj spędziłam dzień. Po tym jak obżarłam się pysznej szarlotki babcia wyciągnęła mnie na długi, bardzo miły spacer. Miły ponieważ odświeżyłam wiele chwil z dzieciństwa. Niestety wszystko już się pozmieniało i jedyne co mi pozostało to właśnie wspomnienia :)


Pogoda nadal nie dopisuje a jeszcze tyle dni wakacji! Co tu robić? A co Wy najczęściej robicie w takie szare, zimne dni?
Buziaki, E

niedziela, 12 sierpnia 2012

Pants are useless.


Ostatnio na jednym ze spacerów odkryłyśmy ten lasek niczym z jakiejś bajki. Niestety aparat został w domu... a jaki jest najlepszy sposób na to aby ukryć koszmarną jakość zdjęć? B&W oczywiście. Jestem co do tego przewrażliwiona odkąd mam lustrzankę zdjęcia telefonem nigdy nie są dla mnie dość dobre. 

Pogoda za oknem dość dołująca. W planach były rowery jak co niedziele a tu jesień do nas puka. Deszcz a nawet deszcz ze śniegiem zapowiadają na przyszłe tygodnie. Gdzie to nasze lato? Nie pozostaje nic jak leżeć pod ciepłym kocem, oglądać zdjęcia z wakacji i wspominać ciepłe słońce. 
Czy tylko ja zauważyłam, że z roku na rok prawdziwe lato jest coraz krótsze?


sobota, 11 sierpnia 2012

LOL / Cyberbully

Wstałam jakoś koło 12 w południe po tym jak zarwałam noc bo wciągnęłam się w oglądanie filmów. 


LOL - pewnie już większość z was słyszała o tym filmie. Niektórzy uważają że oryginalna, francuska wersja jest lepsza. Kiedy obejrzę wtedy będę mogła porównać. Zdecydowałam się na ten film tylko dlatego, że byłam zachwycona tym jak Miley Cyrus zagrała w poprzednim filmie "Ostatnia piosenka". No i w rolę matki wiecznie młoda i piękna Demi Moore!
Cyberbully - natomiast to film o prześladowaniu w internecie. Mimo tego iż wiele osób twierdzi że film jest sztuczny (też odniosłam takie wrażenie w niektórych scenach) myślę, że Emily Osment jak na gwiazdkę Disneya bardzo dobrze poradziła sobie z tą rolą.

Ktoś z was oglądał? Jakie wrażenia?

A wracając do mnie to spadam wszamać moją dietetyczną sałateczke z kurczakiem bo przez babci ciasto mój bilansik poszedł się jeb....

piątek, 10 sierpnia 2012

Ciapanie w kuchni, czyli krótko mówiąc - baby się nudzą.

Był plan. Ale jak to z moim szczęściem plan szlag trafił. Miało być malinowo, owocowo, kolorowo. Jest  słodko i czekoladowo.
Nadal czekam na resztę zdjęć ale już nie mogę się powstrzymać bo pękam ze śmiechu na samą myśl tego co się dziś działo u mnie w kuchni.
Razem z Oleńką postanowiłyśmy wypróbować jeden z najprostszych przepisów z bloga kulinarnego Kasi Tusk. Wnioski? Albo nie nadajemy się do tego albo wybrałyśmy zły przepis. Bo przecież u Pani Kasi wszystko tak idealnie wyszło... u nas tylko mała mutacja. Zresztą co tu dużo mówić...


Wyszły zmutowane i dziwne w smaku, ale dziś wieczorem kiedy wróciłam do domu smakowały o wiele lepiej niż od razu po wyciągnięciu z pieca. Z przepisów Pani Kasi na pewno już nie skorzystam przez jakiś czas ale szykujemy się już na kolejne posiedzenie w mojej kuchni bo miło spędziłyśmy czas :)
Całuje!